środa, 10 kwietnia 2013

8 rozdział

Jednak dzisiaj dodam <33 I może w sobotę :D Między innymi będą też imaginy ;))







            Z Rose rozmawialiśmy dłuższy czas o tym jak jej było z jej byłym chłopakiem. Opowiadała mi jak świetnie się razem bawili. Mówiła jaki on był wyrozumiały i kochany. Jej słowa płynęły jak rzeka, nie zatrzymywała się. Mówiła co jej w duszy zagrało. Wszystko o czym pomyślała przedstawiła mi w postaci tego prostego opowiadania. Jej zajmującą przemowę przerwał mi telefon.
-Przepraszam, musze odebrać.- wstałem z fotela i wyszedłem z gabinetu.
-Halo?- odezwałem się do słuchawki.
-Dzień dobry Lou.- odezwał się głos po drugiej stronie.
-To ty Haz.- zapytałem nieco zdenerwowany.
-Tak ja, a kto inny miałby do Ciebie dzwonić?- wyglądało na to, że chłopak był czymś rozbawiony. Cały czas chichotał.
-Harry, ja pracuję nie mogę rozmawiać.- powiedziałem zasmucony. Tak bardzo chciałem usłyszeć jego ciepły głos. Wsłuchiwać się w jego brzmienie, Lae niestety byłem już dorosły i właśnie pracowałem.
-No dobrze, rozumiem. Trzeba było powiedzieć, że nie chcesz ze mną rozmawiać.- to były ostatnie słowa jakie usłyszałem. Ostatnie dźwięki dobiegające mnie telefonu to sygnał rozłączonej rozmowy. Skarciłem się w myślach. Nie chciałem, żeby tak to wyszło. Pewnie Harry teraz się na mnie obrazi.
            Nie mogąc tak odbiegać od swojej pracy wróciłem do klientki. Przeprosiłem ją i poprosiłem o kontynuację rozmowy. Rozmawialiśmy tak przez dwie godziny. Czas nam się nieco dłużył, ale trzeba było jej pomóc. Teraz Rose była najważniejsza. Musiałem ją wyciągnąć z tej depresji. Sądziłem, że jak zobaczy we mnie przyjaciela będzie dobrze. Otworzy się bardziej przede mną i będziemy mogli o wszystkim porozmawiać.
            Nasze spotkania trwały przez tydzień. Na razie zawsze przez dwie godziny. Kiedy nadeszła niedziela, mogłem wreszcie odpocząć. Wyspałem się i zapomniałem o całym swoim świecie. I właśnie w tym był problem. Bo moim całym światem był Harry, o którym zapomniałem jak ostatni egoista. Szybko wybrałem jego numer telefonu i starałem się do niego zadzwonić. Dzwoniłem raz, później drugi i trzeci, ale mój przyjaciel nie odbierał. W końcu postanowiłem się do niego wybrać. Postawiłem włosy na żel i szybko wyszedłem z domu. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę zamieszkania Hazzy. Jakieś dwieście metrów od jego domu zadzwoniłem po raz ostatni. Ku mojemu zdziwieniu chłopak odebrał.
-Czego chcesz?- zapytał oschle, a mi na sam jego głos zrzedła mina.
-Chcę porozmawiać.- powiedziałem, a Harry się rozłączył. Chwilę później doszedłem do budynku w którym mieszkał mój przyjaciel. Zapukałem do środka, ale nikt nie otwierał. Nie odpuszczałem i cały czas waliłem w drzwi i wołałem, żeby ktoś mnie wpuści, ale nikt nie odpowiadał. Zdeterminowany zadzwoniłem do Niall’a.
-Hej, widziałeś Harrego?- zapytałem zdenerwowany do słuchawki telefonu.
-Cześć Louis. Tak widziałem. Siedzi u mnie i się wypłakuję. Chcesz coś może jeszcze wiedzieć?- blondyn zapytał się mnie sarkastycznie. Było mi strasznie głupio i przykro, że Harry przez mnie płakał. Nie mogłem uwierzyć, ze doprowadziłem go do takiego stanu.
-Zaraz u Ciebie będę.- powiedziałem, a chłopak się rozłączył. Teraz najważniejsze było to by znaleźć się jak najszybciej przy Harrym. Ruszyłem w stronę mieszkania blondyna. Starałem się iść jak najszybciej. Nie zwracałem uwagi na trącanych przechodniów.  Myślałem tylko o Loczku.
            Dochodziłem do budynku, w którym mieszkał Niall. Zauważyłem wysokiego chłopaka, w kręconych włosach, wybiegającego z pomieszczenia.
-Harry?!- krzyknąłem mając nadzieję, że młody mężczyzna się zatrzyma. On tylko odwrócił głowę i przyspieszył kroku. Zdążyłem spostrzec jego twarz. To był Harry. Miał całe czerwone oczy i mizerny wyraz twarzy.
-Zaczekaj!- krzyczałem, ale nie zwracał on na mnie uwagi. Zacząłem biec w jego stronę. Chłopak widząc to również zaczął biec. Wybiegł na ulicę i nie zauważył nadjeżdżającego samochodu.
-Harry!!- wołałem, ale on się nie ruszał. Przestraszony podbiegłem do niego mając nadzieję, że się ocknie, ale on leżał tam bez ruchu. Kilka metrów dalej zatrzymał się kierowca samochodu.
-Niech pan dzwoni na pogotowie!- rozkazałem, a mężczyzna zrobił to co mówiłem. Płakałem i przytulałem chłopaka do swojej piersi. Chwilę później przyjechała karetka. Wybiegli z niej mężczyźni w czerwonych kombinezonach. Położyli Harrego na nosze i zabrali do pojazdu.
-Proszę poczekać, mogę jechać z wami?- zapytałem roztrzęsiony.
-A kim pan jest dla poszkodowanego?- zapytał się mnie mężczyzna mierząc mnie wzrokiem. Nie byłem pewny co odpowiedzieć, ale śmiało się odezwałem.
-Jestem jego chłopakiem.- powiedziałem dumny, mając nadzieję, że mężczyzna mnie ze sobą zabierze. On wskazał ręką, że mam wchodzić.
            Siedziałem w poczekalni wypłakując się w katanę. Boże, dlaczego poświęcałem mu tak mało czasu? Moje rozmyślenia przerwał blondyn, który podbiegł do mnie jak oparzony.
-Co się stało?- pytał nie mogąc się uspokoić. Widziałem przerażenie w jego oczach. Nie byłem wstanie nic z siebie wykrztusić.
-Harry miał wypadek.- wykrztusiłem zasłaniając twarz dłońmi.
-To wszystko moja wina.- ciągnąłem swoją wypowiedź płacząc jak małe dziecko. Byłem taki przerażony, a co jak coś mu się stało.
            Po krótkim czasie podszedł do mnie lekarz i oznajmił, że mogę go zobaczyć. Nie myśląc długo weszłam do sali zostawiając Niall’a samego w poczekalni. Moim oczom ukazał się Harry leżący na łóżku operacyjnym podłączony to wielu kroplówek. Leżał tam bez ruchu tylko wpatrywał się we mnie przymkniętymi oczami.
-Boże, Harry!- powiedziałem podbiegając do niego i łapiąc jego zimną dłoń.
-Przepraszam, to wszystko moja wina. To przeze mnie miałeś wypadek. Tak wiem, jestem idiotą. Poświęcałem ci za mało uwagi. Tak bardzo Cię przepraszam Haz.- powiedziałem to i rozpłakałem się jak małe dziecko.
 
Schyliłem głowę, a łzy spadły na dłoń przyjaciela. Harry delikatnie poruszył dłonią. Podniosłem automatycznie głowę i spojrzałem mu w oczy. Chłopak delikatnie się uśmiechnął, ale w końcu przestał bo to był dla niego za duży wysiłek. 
-Potrzebujesz czegoś?- zapytałem, a chłopak chwycił moją dłoń i przyłożył ją sobie do serca. Zupełnie jak tego wieczoru, w moim domu gdy się upił. Byłem jednocześnie szczęśliwy i wściekły, ale tą wściekłość kierowałem w zupełności na samego siebie.

niedziela, 7 kwietnia 2013

7 rozdział

Chciałabym was poinformować, że teraz rozdziały będę dodawała ze znacznym odstępem. Może dwa tygodniowo nie więcej.. przykro mi, ale ja nic nie zrobię.. Muszę się uczyć;//







Spojrzałem mu prosto w oczy i zakręciło mi się w głowie. Chłopak przyłożył dłoń do mojego policzka i przetarł palcem wierzch jego skóry. Zbliżyłem go nico do siebie. Złapałem jego twarz w dłonie i złączyłem nasze wargi. Siedzieliśmy tak chwilę bez ruchu. Jednak można się było spodziewać, że Harry chce czegoś więcej. Nachylił się nade mną ciężarem swojego ciała i zaczął delikatnie muskać moje usta. Robił to z takim wyczuciem i namiętnością. Postanowiłem, że nie będę taki łatwy i zaczęliśmy walkę o dominacje. Toczyliśmy istną wojnę. Nikt nie dawał za wygraną.
            Zasapani otwarliśmy oczy i spojrzeliśmy po sobie z przerażeniem. Byłem taki zmieszany. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, gdzie podziać swój wzrok. Chłopak uśmiechnął się i podarował mi jeszcze jeden namiętny pocałunek. Nie miałem nic przeciwko, ale byłem zszokowany jego odwagą. To on zrobił pierwszy krok. Ja nigdy bym nie odważył się wykonać pierwszego podejścia.
            Oderwaliśmy się od siebie i wróciliśmy do oglądania filmu. Ten wieczór był pełen wrażeń. Co chwile któryś z nas spoglądał na drugiego. Cały czas na naszych twarzach gościły rumieńce. Od pocałunku moje serce waliło jak młotem. Nie potrafiłem się skupić.
-Louis?- zapytał się mnie chłopak. Ja tylko na niego spojrzałem.
-Jesteś na mnie zły?- ponownie zadał mi pytanie. Niby za co miałem być na niego zły? Za to, że przekazał mi co czuje. To nie dorzeczne. Nie można wstydzić się uczuć. Może druga osoba ich nie odwzajemnia, ale nie można się ich obawiać. Trzeba być silnym, więc i ja byłem. Przybliżyłem się do niego i delikatnie musnąłem jego usta.
-Nie mam za co.- odpowiedziałem ciężko oddychając.
-Cały czas dręczy mnie jedno pytanie. Dlaczego nie przerwałeś tego pocałunku?- chłopak nie dawał za wygraną. Spojrzałem w jego głębokie, zielone oczy i zamarłem z przerażenie. Nadszedł moment, którego tak się obawiałem. Muszę rozmawiać o swoich uczuciach. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem.
-Wiem, że może zabrzmi to banalnie, ale ja nie potrafię mówić o swoich uczuciach. Chodzi o to, że naprawdę bardzo cię lubię. Odkąd pojawiłeś się w moim życiu wszystko się zmieniło. Codziennie rano budzę się z myślą o tobie. Pracuję myśląc o tobie i zasypiam myśląc o tobie. Harry, stałeś się centrum mojego całego świata. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez twojej osoby. Jesteś kimś, przy kim czuję się sobą. Nie muszę nikogo udawać. Sprawiasz, że jestem lepszym człowiekiem.- skończyłem swoją długą przemowę, a w oczach chłopaka dostrzegłem łzy. Właśnie uświadomiłem sobie co przed chwilą powiedziałem. Radość opanowała moje serce. W środku było mi jakoś cieplej. Tak inaczej. Przyjemnie.
-To było takie szczere. Ja też cię naprawdę bardzo lubię. Od pierwszego spotkania, u ciebie w gabinecie, zrozumiałem, że jesteś kimś niezwykłym. Twoje oczy mówiły same za siebie. Tak pięknie się do mnie uśmiechałeś chociaż w ogóle mnie nie znałeś.
Pomyślałem ‘W końcu to wyznał.’ Byłem szczęśliwy, wiedziałem, że coś do niego czuję. Nie każdy potrafi zrozumieć, a co dopiero docenić takie uczucie jakim się obdarzaliśmy, ale w tym momencie liczył się tylko Harry. Spojrzałem mu prosto w oczy.
-Louis, wydaje mi się…- nie pozwoliłem mu dokończyć.
-Tak, ja ciebie też.- szybko powiedziałem i wtuliłem się w ciało chłopaka. Głaskałem jego loki starając się poczuć jego zapach. Wtuleni w siebie zasnęliśmy na kanapie.
            Rano obudziłem się pierwszy. Starałem się zachowywać bardzo cicho by nie obudzić śpiącego Harrego. Podnosząc głowę wpatrywałem się w twarz ukochanego. Jego powieki nie były do końca przymknięte, a usta były lekko rozchylone. Wyglądało to tak słodko i uroczo. Chciałem wpatrywać się w niego w nieskończoność, ale niestety jestem realistą. Szybko się ubrałem i wyszedłem z domu zostawiając otwarte drzwi. Wiem, że to nierozsądne, ale nie mogłem zrobić niczego innego. Szybko  doszedłem do celu. Jak zwykle przywitałem się z Emily i udałem się do gabinetu.
           

           

Zerknąłem na grafik i zauważyłem nowe nazwisko. Niejaka Rose Calder miała się zjawić na godzinę dwunastą. Spojrzałem na zegar, było za piętnaście dwunasta. Przyszykowałem się do pracy i czekałem w spokoju na klientkę.
 O godzinie dwunastej do moich drzwi ktoś zapukał.
-Proszę wejść.- krzyknąłem, a drzwi od gabinetu powoli się otworzyły.  
Do pokoju weszła wysoka brunetka o brązowych oczach. Miała długie włosy i przyznam, że była dobrze zbudowana.
-Dzień dobry.- powiedziała nieśmiało dziewczyna. Uśmiechnąłem się i  podszedłem podając rękę.-Witaj, ty pewnie jesteś Rose?- zapytałem starając się wywrzeć dobre pierwsze wrażenie. -Tak, to ja. Miło mi pana poznać.- powiedziała cieniutkim głosikiem. Mogłem śmiało przyznać, że był on piskliwy.
-Mi również miło Cię poznać. Proszę, mów mi Louis.- jeszcze raz podarowałem dziewczynie promienisty uśmiech i zaprosiłem na fotel. 
Rose sprawiała wrażenie skromnej i grzecznej dziewczyny. Wydawała się być taka spokojna i nieśmiała.
-Możesz mi o sobie coś powiedzieć?
-Nazywam się Rose Calder. Mam prawie 20 lat. Mieszkam tu w Londynie i studiuje w City University.- byłem zaskoczony. Ładna i do tego mądra dziewczyna musiała mieć, rzeczywiście jakiś problem.
-A powiedz mi, co Cię do mnie sprowadza?- zapytałem starając się dowiedzieć w czym problem, bo przecież po to tu jestem by jej pomóc.
-To bardzo osobiste. Przez ostatni czas jestem odosobniona. Parę tygodni temu zerwał ze mną chłopak, a byliśmy ze sobą prawie 3 lata. To był dla mnie wielki  
cios. Nie potrafię się pogodzić z faktem, że mężczyzna, którego kochałam już mnie nie kocha.- starałem się zrozumieć o co chodzi, ale przecież ludzie się ciągle rozchodzą. -Rozumiem Cię. Czasami tak była, że osoba na której nam zależy po prostu odchodzi, a uczucie które było między nami pękło jak bańka mydlana.- dziewczyna zakryła dłońmi twarz, a jej rękawy zjechały niżej. Teraz dopiero się domyślałem o co chodzi.Ta dziewczyna się cięła. Była tak zdesperowana z miłości, że nie mogąc pohamować swojego pragnienia, wyżywała się na swoim ciele. Na jej rękach widniało wiele blizn, niektóre z nich przypominały męskie imię.
Sięgnąłem do niej ręką i zakryłem blizny. Rose spojrzała na mnie cała zapłakana. Próbowała coś powiedzieć, ale nie można było jej zrozumieć przez łzy.
-Proszę, pomóż mi. Ja nie potrafię dłużej tak żyć.- poczułem jakiś ucisk w podbrzuszu. Żal mi było tej dziewczyny. Była naprawdę zakochana, ale najwidoczniej ten idiota tego nie zauważył i zlekceważył jej uczucia.
-Spokojnie, pomogę Ci bo po to tu jestem.- przytuliłem dziewczynę, aby przestała płakać, a ona się we mnie wtuliła.

*Imagin Louis*


Obudziłam się w jego objęciach. Był taki ciepły i czuły. Leżał wpatrując się we mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie i pocałowałam czubek jego nosa. Oboje zaśmialiśmy się po cichu i usiedliśmy na łóżku.
Lou: Dzień dobry.- powiedział czule, a jego kąciki ust automatycznie się podniosły. Moją odpowiedziom był pocałunek, który chłopak szybko odwzajemnił. Nasze usta muskały się z tak głęboką namiętnością i żarem. Pragnęłam poczuć go całym swoim ciałem. W pewnym momencie Louis złapał mnie za pośladki i posadził na sobie. Nie przerywaliśmy jednak pocałunku, który jak dla mnie mógł by trwać wieczność.
Delikatnie położyłam głowę w zagłębieniu jego szyi.
T.I.: Lou, kocham cię.- powiedziałam całując jego gorącą skórę. Chłopak podniósł głowę i spojrzał w moje oczy.
Lou: Ja Ciebie też i pamiętaj o tym.- mówiąc to złożył na moich ustach delikatny pocałunek i wstał.
Lou: Chyba czas na śniadanie.- złapał mnie za rękę i wyciągnął z sypialni. Udałam się do łazienki myśląc jakim on jest cudownym chłopakiem. Byliśmy ze sobą już 2 lata, a ja z każdą minutą kochałam go coraz mocniej i mocniej. 
Wchodząc do pomieszczenia zdjęłam bluzkę i obejrzałam się do tyłu. Jak zwykle miałam rację. Louis stał w drzwiach wpatrując się we mnie jak w obrazek.
T.I.: Lou! Wyjdź z tąd! Ja się przebieram!- krzyknęłam uśmiechnięta, a chłopak posłał mi całusa i wyszedł. Szybko umyłam zęby i założyłam zwiewną, różową bluzkę i krótkie spodenki z jeansu. Rozpuściłam swoje długie, brązowe włosy i wróciłam do sypialni. Otworzyłam szeroko okno i przyjrzałam się dokładnie cudownemu widokowi. Gorące promienie słońca ogrzewały moją delikatną cerę. Leciutki wietrzyk nieśmiało kołysał korony drzew. 
Nagle poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Był to Louis. Odwróciłam się i mocno w niego wtuliłam. Czułam się przy nim taka bezpieczna i taka, wolna. Nie mogłam tego inaczej określić. W jego towarzystwie mogłam być po prostu sobą.
   Lou: Zejdź na dół na śniadanie.- poprosił mnie chłopak.
T.I.: Za chwilę.- odpowiedziałam nadal stojąc w tej pozycji. Tak bardzo chciałam go przytulić, czuć zapach jego włosów, czuć jego obecność. Pragnęłam jego ciepła i bliskości. Tylko on zapewniał mi szczęście z tego jaka jestem. Był on chłopakiem idealnym.
   Oderwałam się od niego ze smutkiem w oczach. On widząc to delikatnie musnął moje usta swoimi wargami, wziął na ręce i wyniósł z pokoju. Delikatnie postawił mnie na ziemi i złapał za rękę.
Lou: Mam dla Ciebie niespodziankę.- powiedział sympatycznie. Ruszyliśmy w stronę kuchni. Już na schodach poczułam cudowną woń dobiegającą z pomieszczenia obok. Przed wejściem Louis zasłonił mi oczy i powoli wprowadził do środka. Odsłoniłam jego dłonie, a moim oczom ukazał się wspaniale uszykowany stół. Rozłożone talerze z omletami i te cudowne róże. Louis położył mi obok talerza dwie czerwone róże, a pod nimi liścik. Spokojnie podeszłam i otwarłam wiadomość. Pisał w nim, że pragnie udać się ze mną na spacer. Odwróciłam się do niego i podeszłam.
T.I.: Oczywiście, że tak!- powiedziałam i pocałowałam. Chłopak był lekko zszokowany, ale chwilę później oddał mi pocałunek. Nasze ruchy było coraz bardziej namiętne, a pożądanie nie nieograniczone. By móc go bardziej poczuć włożyłam pomiędzy jego włosy dłonie i lekko przysunęłam, on zaś krążył swoimi dłońmi po moich plecach. W pewnym momencie zjechał nieco niżej i ścisnął moje pośladki. Cicho pisnęłam do jego ust, a chłopak oderwał się ode mnie i szeroko uśmiechnął.
   Lou: Tak bardzo Cię kocham.- powiedział i wskazał mi miejsce. Usiadłam i rozkoszowałam się smakiem kuchni mojego chłopaka. Zawsze wiedziałam, że drzemie w nim talent kulinarny, ale dziś mnie naprawdę zaskoczył. Po śniadaniu udałam się z nim na obiecany spacer. Pogoda była wręcz wspaniała na spacerowanie w parku. Widok zakochanych par krążących po tym niesamowitym pejzażu był taki uroczy. Tak dobrze mieć osobę, która cię kocha i szanuje. W pewnym momencie Louis zatrzymał się i złapał mnie za ręce. Stanął naprzeciwko mnie i spojrzał głęboko w oczy. Widziałam, że się bardzo denerwował, ale jego zielononiebieskie tęczówki tak bardzo świeciły. Widok jego szczęśliwego przyprawiał mnie o dreszcze. Jeszcze chwilę tak staliśmy, aż zakończyłam tą ciszę wpijając się w jego usta bez opamiętania. Znów czułam ich smak, ten idealny smak, którego tak bardzo kochałam.
   Lou: Wiesz, że nie potrafię mówić o swoich uczuciach. Ale tym razem tak się nie da. Od kiedy pojawiłaś się w moim życiu wszystko się zmieniło.- i po tych słowach mój świat stanął na głowie. Już się domyślałam o co mu chodzi i modliłam się w duszy, aby to była prawda. W pewnym momencie chłopak sięgnął do kieszeni i wyciągnął czerwone pudełko. Moje źrenice się rozszerzyły, a Lou uklęknął.
   Lou: Chciałem przez to powiedzieć, że pragnę z tobą spędzić resztę życia. Proszę, wyjdziesz za mnie?- całkowicie oszołomiona rzuciłam się mu na szyję i zaczęłam całować.
T.I.: Oczywiście, że tak!- krzyknęłam, a chłopak objął mnie i mocno do siebie przytulił.

sobota, 6 kwietnia 2013

6 rozdział

Zainspirowała mnie jedna dziewczyna, która uważa, że bardzo dobrze piszę. Cieszę się, że ktoś uważa, że to jest dobre. Dziękuję.. i wiem, że może za szybko dodaję, ale ktoś mnie poprosił ;**






-Już mówiłem Haz, że nic się nie stało. Byłeś pijany to się zdarza.- uśmiechnął się i podał mi sztuczce. Usiedliśmy i szybko zjedliśmy śniadanie. Odetchnęliśmy po posiłku, a chwilę później dostałem sms’a. Był od Niall’a. ‘Jak się czuje Haz? Wpadnijcie do nas.’ Uśmiechnąłem się i zaproponowałem spacer. Chłopak oczywiście się zgodził. Ubraliśmy kurtki i wyszliśmy na świeże powietrze.
-Dokąd idziemy?- zapytał zaniepokojony Haz.
-Do Niall’a.- powiedziałem, a chłopak się momentalnie zatrzymał.
-Ja nie chcę tam iść.- powiedział i się ode mnie odwrócił. Podbiegłem do niego i załapałem za rękę.
-Dlaczego nie? Przecież to twój przyjaciel.- powiedziałem, a chłopak nie chętnie odpowiedział.
-Wiem, że to mój przyjaciel, ale wstyd mi za wczoraj.- spuścił głowę. Złapałem go za podbródek i uniosłem do góry.
-Haz, nie przejmuj się tym co było wczoraj.- złapałem go za rękę i pociągnąłem w stronę domu Niall’a.
            Zapukałem do drzwi, a Haz stał za mną niepewnie. Po chwili drzwi otworzył nam uśmiechnięty blondyn.
-Wchodźcie.- powiedział i zrobił miejsce w przejściu. Wszedłem do środka mając nadzieję, że Harry się w końcu opamięta. Usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy o wczorajszym wieczorze. Było do przewidzenia, że Harry nie będzie chciał o tym mówić. Zauważyłem łzę w oku przyjaciela, więc zmieniłem szybko temat. Rozmawialiśmy tak przez około dwie godziny. Atmosfera jednak ciągle była napięta. Harry nie chciał się odzywać, a Zayn nie zwracał uwagi na zadawane mu pytania. Samo spotkanie było w sobie dziwne. Takie przereklamowane. Czworo znajomych siedzących przy stole i rozmawiających. Jak na herbatce u babci. W pewnym momencie nie wytrzymałem i szturchnąłem Niall’a. Dałem mu do zrozumienia, że Hazzie jest przykro i poprosiłem by z nim porozmawiał.
Blondyn wstał od stołu i poprosił Harrego na rozmowę. Harry zgodził się bez zastanowienia, a ja zostałem sam z Zayn’em. Przypatrywałem się jego czynnością. Co chwilę poprawiał grzywkę lub kołnierz.
-Zayn?- zapytałem zaniepokojony ruchami chłopaka. On spokojnie zwrócił wzrok w moją stronę i się zapytał o co chodzi. Byłem nieco skołowany, ponieważ nie wiedziałem co mu odpowiedzieć.
-Już nic. Przepraszam.- odpowiedziałem, a chłopak zaczął się głośno śmiać. Nie mogę powiedzieć, że Zayn jest do końca normalny. Na pozór jest zwyczajnym nastolatkiem, ale gdy spędzi się z nim czas można się go przestraszyć. No nic, czekałem, aż Haz i Niall wrócą z rozmowy.
            Nieco zdenerwowany rozglądałem się po mieszkaniu blondyna. Mieszkał sam, nie miał dziewczyny, a utrzymywał taki porządek. Byłem ciekaw jak mu się to udaje. Dostrzegłem zdjęcie Hazzy stojące na komodzie. Na zdjęciu Harry mógł mieć góra szesnaście lat. Uśmiechał się i miałem wrażenie, że patrzy prosto na mnie. Pewnie nie dopuszczałem do siebie tej wiadomości, że Haz mógłby być dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Nie chciałem popsuć tego co jest między nami. Moje rozmyślenie przerwały nadchodzące kroki. Do kuchni wszedł zapłakany Harry i poklepujący go Niall.
-Już wszystko dobrze. Wyjaśniliśmy sobie z Harrym parę spraw i jest wszystko w porządku.- powiedział blondyn wyciągając telefon. Podał nam herbatę i poszliśmy do salonu. W telewizji leciał jakiś ciekawy film. Mówił on o dziewczynce, która przeżyła straszny wypadek i zaczynała żyć od nowa. Moje skupienia przerwał mi dzwonek telefonu. Dostałem wiadomość od Niall’a. ‘Harremy zależy na tobie, nie zmarnuj tego.’ Przeczytałem ją kilka razy i spojrzałem na blondyna. Patrzył się na mnie i pokręcił głową. Przyznam, że lekko zszokowała mnie ta wiadomość. Mi również bardzo zależy na Harrym, ale nie jestem dobry w wyznawaniu swoich uczuć. Jedyne co mogłem zrobić to pokazać Harremu, że jest dla mnie kimś ważnym. Objąłem go ręką i przyciągnąłem do siebie. Chłopak nie protestował i wtulił się w mój tors. Teraz czułem jego ciepły oddech na swojej skórze.
            Film się skończył, a Haz leżał na moich kolanach. Zayn zerknął na Loczka i zobaczył, że śpi. Nie chciałem go budzić, ale nie miałem wyboru. Było już dosyć późno, a ja jutro pracuję. Delikatnie potrząsnąłem ciałem Harrego. Otworzył leniwie lewe oko i prawe i spojrzał na mnie swoimi zniewalającymi, zielonymi tęczówkami. Jego źrenice były rozszerzone. Wpatrywał się we mnie i uśmiechnął się nieśmiało.
-Czas wstawać śpiąca królewno.- powiedział Zayn. Harry zaśmiał się i podniósł z moich kolan. Nagle całe ciepło uleciało.
-Zimno mi.- powiedział Haz łapiąc się za ramiona. Cały drżał. Podałem mu koc, którym byłem okryty.
            Odwiozłem Harrego pod dom, a sam udałem się do siebie. Zrobiłem sobie gorącą herbatę i usiadłem przed telewizorem. Oglądałem jakiś dziwny film, którego zupełnie nie rozumiałem. Najpierw córka zabiła ojca, a później jej brat jej dzieci. Naprawdę wytwórnie nie wiedzą o czym mają robić filmy. Ten długi i jakże ‘zajmujący’ seans przerwał mi dzwonek telefonu. Spojrzałem na nadawcę. Dostałem wiadomość od Harrego. ‘Otwórz drzwi.’ Nie zastanawiając się dłużej podszedłem do drzwi frontowych i je szeroko otworzyłem. Moim oczom ukazał się Harry.
-Cześć, Lou.- chłopak spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Złapałem go za ramię i wprowadziłem do środka.
-Co ty tu robisz o takiej porze?- zapytałem nieco zmartwiony.
-Zostawiłem klucze u Niall’a, a nie chcę go budzić. Myślałem, że może u ciebie mógłbym przenocować.- uśmiechnąłem się tylko szeroko i pokiwałem głową. Zaprowadziłem go do salonu i dałem ciepłe ubranie. Szybko zrobiłem jeszcze jedną herbatę i usiadłem z nim na kanapie.
-Jak to się stało, że ich zapomniałeś?- zapytałem próbując wyciągnąć od niego jak najwięcej na ten temat. Harry tylko wzruszył ramionami i wziął głęboki oddech.
-Co oglądamy?- zapytał przerywając głuchą ciszę.
-Jakiś film o rodzinie, która się morduje. Strasznie dziwne, nie potrafię zrozumieć celu tego filmu.- odpowiedziałem na jednym tchu. Chłopak spojrzał na mnie spod uroczej grzywki. Miał ogromne rumieńce. Jego oczy świeciły jakoś inaczej. Urocze dołeczki przy ustach były jeszcze większe. Zauważyłem jak Haz zatrzepotał rzęsami. Automatycznie korciki moich ust uniosły się ku górze. Chłopak widząc to zaśmiał się radośnie. Nie potrzebowałem teraz niczego innego. Tylko jego uśmiech, śmiech i wzrok sprawiały, że miałem ochotę żyć. Dzięki jego osobie byłem naprawdę szczęśliwy. Nie potrzebowałem góry pieniędzy, chciałem tylko jego.

5 rozdział

Bardzo wam dziękuję za tyle odsłon.. To dla mnie naprawdę bardzo ważne!! Mam tylko nadzieję, ze wam się podoba to w jaki sposób pisze ;33 Proszę jeszcze o komentowanie!! Kocham was <33






-Harry, co ty zrobiłeś?!- krzyknąłem zmartwiony stanem przyjaciela.
-I tak nie mam już nic do stracenia!- krzyknął mi prosto w twarz i zaczął śmiać się płacząc.
-Tak nie będzie. Harry, jesteś pijany. Zaprowadzę Cię do domu.- złapałem go w talii i przełożyłem sobie jego rękę przez szyję. Wyszliśmy z klubu i kierowaliśmy się w stronę mojego domu.
-Ja chcę spać u siebie!- krzyczał bełkocząc. Kiwał się na wszystkie strony i wymachiwał prawą ręką. Starałem się mu wytłumaczyć, że jest zbyt pijany, ale on się spierał, że jest trzeźwy. Postawiłem na swoim i zaprowadziłem go do siebie.
            Przekręciłem klamkę, a Haz upadł w drzwiach. Podniosłem go i zaprowadziłem na sofę. Zamknąłem drzwi po czym udałem się do pijanego przyjaciela. Rozebrałem go do bokserek i pożyczyłem mu świeże ubrania.
-Harry, dlaczego się upiłeś?- zapytałem, a w odpowiedzi usłyszałem tylko ciche bełkotanie nie miałem zamiaru pytać drugi raz. Zaprowadziłem go na górę do sypialni i położyłem do łóżka.
-Nie zostawiaj mnie samego.- odezwał się załamany głos Hazzy. Zatrzymałem się i usiadłem obok przyjaciela gładząc jego loki, on zaś przymknął powieki  i oddychał rytmicznie do ruchów mojej ręki. Zdobyłem się na odwagę zapytałem.
-Dlaczego się upiłeś?- twarz Hazzy znowu wydawała by się posmutnieć. Po krótkiej chwili zauważyłem na policzku chłopaka pojedynczą łzę. Otarłam ją i schyliłem nieco by lepiej widzieć jego zielone tęczówki.
            Harry mi nie odpowiedział tylko złapał za rękę i położył ją na sercu i momentalnie zasnął. Wiedziałem, że jest on delikatny, ale nie spodziewałem się, że aż w takim stopniu. Jego serce biło nierównomiernie. Na twarz Hazzy widniał szeroki uśmiech z uroczymi dołeczkami, które doprowadzały mnie do szału. Pod wpływem zauroczenia jego uśmiechem, przyłożyłem dłoń do jego twarzy i pogładziłem palcem wierzch jego skóry. Zauważyłem na twarzy Harrego uśmiech. Promienisty uśmiech, który przyprowadzał mnie o dreszcze. Automatycznie się uśmiechnąłem i bardziej nachyliłem nad chłopakiem. Pod wpływem impulsu pocałowałem go w czubek nosa, a momentalnie na całym ciele poczułem falę gorąca.
            To był pierwszy pocałunek podarowany Harremu. Miałem nadzieję, że Haz spał i nie będzie niczego pamiętał. To przeżycież było niesamowite. Sposób w jaki na niego patrzę nie jest obojętny. W momencie pocałunku uświadomiłem sobie, ile on dla mnie znaczy. Nie wyobrażam już sobie życia bez mojego przyjaciela.
            Wstałem z łóżka kiedy usłyszałem głos Harrego. Prosił, abym się położył obok. Nie mając nic przeciwko spełniłem prośbę przyjaciela. Usiadłem i ułożyłem się wygodnie obok. Chwilę później poczułem ciepłą dłoń Harrego na moim torsie. Chłopak wtulił się we mnie i zasnął jak dziecko. Aby było mi wygodnie obróciłem się na bok by lepiej widzieć twarz Hazzy. Jego wzrok chował się pod gęstymi lokami rozpływającymi się na całą twarz. Dosłownie kilka minut później zatopiony w uroku przyjaciela zasnąłem.
            Nazajutrz obudziłem się bardzo wcześnie i zszedłem na dół starając się nie obudzić śpiącego Hazzy. Usiadłem na sofie i zostałem tam przez dłuższy okres. Rozmyślałem o wczorajszym wieczorze, o klubie i nocy z Harrym. Nagle usłyszałem jakiś hałas. Zerwałem się i udałem szybkim tempem na górę. Delikatnie rozchyliłem drzwi swojej sypialni i ujrzałem Harrego. Siedział on na parapecie i wpatrywał się w widok za oknem. Zdawało mi się, że on płacze. I niestety miałem rację. Nie wydawał z siebie żadnych dźwięków, ale na jego policzkach spływały łzy. Cicho wszedłem do pomieszczenia przymykając za sobą drzwi. Podszedłem do Hazzy i objąłem go. Chłopak zareagował całkiem spokojnie. Złapał mnie za rękę i trzymał przy sercu. Staliśmy w takiej pozycji przez jakiś czas, aż Harry się do mnie odwrócił.
-Przepraszam Lou.- powiedział nadal trzymając moją dłoń.
-Nic się nie stało Haz.- powiedziałem, a po moim policzku spłynęła łza. Chłopak widząc to rzucił się na mnie i mocno do siebie przytulił.
-Haz? A czy ty pamiętasz coś z wczoraj?- odpowiedziałem pełen przerażenia.
-Wszystko, pamiętam wszystko.- po tych słowach poczerwieniałem. Czułem się co najmniej dziwnie. Chociaż z jednej strony cieszyłem się.
-To znaczy co pamiętasz?- zapytałem i oderwałem się na moment od chłopaka. Spojrzałem mu prosto w oczy, a on zbliżył się nieco i pocałował mnie w czubek nosa. Uśmiechnąłem się, a chłopak chichotał pod nosem. Zdjąłem  go z parapetu i zaprosiłem na śniadanie. Zeszliśmy na dół i udaliśmy się do kuchni.
-Na co masz ochotę?- zapytałem, a chłopak się uśmiechnął.
-Co powiesz na naleśniki?- zapytał, a ja się zgodziłem. Już miałem zacząć przygotowywać posiłek gry Harry powiedział, że mam wyjść z kuchni. Spełniłem jego prośbę trochę zaniepokojony. Udałem się do salonu. Usiadłem wygodnie i włączyłem telewizor. Przez dłuższy czas oglądałem film o samotnej dziewczynie szukającej miłości, ale mój żołądek nie dawał mi spokoju. W pewnym momencie miałem zamiar wstać i iść pomóc przyjacielowi, ale gdy wstałem wkroczył Harry. Niósł w rękach dwa talerze z pięknie przyozdobionymi naleśnikami.
-Proszę Lou.- wyszeptał i podał mi talerz. Ku mojemu zaskoczeniu na naleśniku był jakiś napis. Harry napisał czekoladom ‘przepraszam’. To było takie urocze z jego strony. Wstałem, odłożyłem talerz po czym podszedłem do chłopaka i mocno przytuliłem. Spoglądał on na mnie wielkimi oczami. Widziałem jak zbierają mu się łzy.

piątek, 5 kwietnia 2013

*Imagin Liam*

Widzę, że inaczej nie mogę xD Mimo tej powieści będę wpuszczała krótkie imaginy o chłopakach z zespołu ;33 Ten jest już drugi <333






                Tylko on był jedyną nadzieją. Jak każdego wieczoru uciekałam. Uciekałam przed życiem. Przed rodziną. Przed wszystkim. Liam Payne to chłopak, który był moją opoką. Ja bez niego nie mogłam przetrwać. Był dla mnie wszystkim. Każda nadzieja wiązała się z nim. Tym razem też tak było.
                Niby wieczór jak każdy, a jednak jeden z najgorszych. Jak zwykle pokłóciłam się z mamą. Ona traktowała nie jak śmiecia, zresztą w moich oczach była zwykłą szmatą. Nie szanowała swojej jedynej córki. Jednak dzisiaj doszło do rękoczynu. Obiecałam sobie, że od niej ucieknę. Zrobiłam to co zamierzałam. Cała mokra wybiegłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Biegłam ile miała sił w nogach. Dwie ulice dalej zauważyłam moją oazę spokoju. Dom mojego ukochanego i zresztą jedynego przyjaciela.
                Trzęsąc się zapukałam do wielkich drzwi. Szybko się one otworzyły. Stał w nich Liam. Spojrzał na mnie i się przeraził. Zresztą nie dziwię mu się miałam przekrwione oko i siniaki na rękach. Objął mnie ręką i wprowadził do środka. Szybko zaprowadził do ciepłego salonu i przyniósł ręcznik.
Liam: Znowu?- zapytał z wielkim przejęciem. Co ja mu miałam odpowiedzieć. Tylko i wyłącznie powiedziałam prawdę.
T.I.: Tak, znów mnie uderzyła. Nie wiem co mam robić. Próbowałam schować jej alkohol, ale ona to zauważyła.- zaczęłam mówić, a po moich policzkach spłynęły łzy. Liam przytulił mnie i delikatnie objął. Wtuliłam się w jego ciepły tors. Głaskał mnie po plecach i próbował uspokoić. Po chwili zasnęłam na jego klatce piersiowej  .Ale po chwili się obudziłam. Chłopak niósł mnie po schodach. Trzymał mnie na rękach. Nieprzytomna spojrzałam na niego, a on się delikatnie uśmiechnął.
                Po raz kolejny otwarłam oczy, ale w tedy byłam już w suchym ubraniu i leżałam przykryta po szyję kocem. Obróciłam się ostrożnie w drugą stronę i poczułam ogromny ból uciskający moją klatkę piersiową. Koło mnie leżał Liam. Jeszcze nie spał i wpatrywał się we mnie jak w obrazek.
T.I.: Dlaczego nie śpisz?- zapytałam zachrypniętym głosem. On tylko się uśmiechnął i kazał zasnąć. Odwzajemniłam uśmiech i wtuliłam się w mojego najlepszego przyjaciela. Objął mnie on ramieniem i tak zasnęłam.
                Rano obudziłam się wtulona w Liam’a. On nadal na mnie patrzył i się uśmiechał. Spojrzałam w górę i zabolała mnie głowa. Ostre światło słoneczne dobiegające z za okna raziło moje oczy.
T.I.: Spałeś chociaż trochę?- zapytałam starając się uśmiechnąć.
Liam: Spałem, ale obudziłem się nad ranem. Wiesz, że mówisz przez sen?- zapytał się mnie z podstępnym uśmieszkiem na twarzy.
T.I.:  Naprawdę, a co takiego mówiłam?- zapytałam jeszcze bardziej wtulając się w talię Liam’a.
Liam: Mówiłaś coś o twoim bohaterze, że jest twoim najlepszym przyjacielem i, że jest strasznie przystojny.- zaśmiałam się, ale po chwili przestałam przez ten okropny ból paraliżujący moje ciało.
Liam: No już połóż się jeszcze. Musisz odpocząć. Nie przemęczaj się.- powiedział odgarniając mi włosy. Przymknęłam oczy pod wpływem jego dotyku. Położyłam głowę na jego dłoni i rozkoszowałam się chwilą.

                Liam był dla mnie zawsze taki ciepły i otwarty. Pomagał mi gdy go potrzebowałam.  Teraz też mnie nie zawiódł. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę. Liam cały czas gładził dłonią moje plecy. Podniosłam się ostrożnie i pocałowałam go w policzek.
T.I.: Dziękuję Liaś. Na ciebie zawszę mogę liczyć.- chłopak się uśmiechnął i posadził mnie sobie na  kolanach. Położyłam głowę w zagłębieniu jego szyi. Było mi tak wygodnie. Tak wspaniale się czułam. Wszystko tylko po to bym mogła być z nim, właśnie w tej chwili. Można było się domyślić, że nie byliśmy dla siebie tylko przyjaciółmi. Nie okazywaliśmy sobie gestów, które mogły by nas wydać, ale byłam przekonana, że od dawna nie byłam już tylko przyjaciółką.
                Podniosłam się i spojrzałam mu w oczy. Siedziałam na nim okrakiem. Złapałam jego twarz w obie dłonie. Zmniejszyłam nieco odległość miedzy nami. Teraz stykaliśmy się nosami. Przestrzeń między nami była minimalna. W pewnym momencie Liam przycisnął mnie lekko do siebie. Zetknęliśmy się wargami. Można by to nazwać pocałunkiem chociaż nikt z nas nie kontynuował. Jednak się myliłam. Liam złapał mnie w talii i zaczął muskać moje usta. Robił to z wielką ostrożnością. Oddałam mu się w pełni bojąc się konsekwencji. Poczułam jego włosy pomiędzy palcami. Delikatnie mnie uniósł i położył na materacu. Teraz on leżał oparty na łokciach nade mną. Patrzałam się na niego jak zaczarowana. Nie miałam nic przeciwko dalszym działaniom. Spojrzałam mu głęboko w oczy i ponownie złapałam jego twarz.
T.I.: Kocham cię.- wyznałam ledwie słyszalnie, jednak na tyle głośno aby to on usłyszał. Spojrzał na mnie i wyglądał jak by właśnie spełniły się je go sny.
                Jeszcze raz podarował mi namiętny pocałunek po czym dodał.
Liam: Ja też cię kocham. Nawet nie wiesz jak długo czekałem by ci to wyznać.- moje oczy się zaświeciły, a po policzkach spłynęły mi łzy. Byłam taka szczęśliwa. Pomimo tego, że mam beznadziejne życie Liam był światełkiem w tym tunelu. To prawda był moim bohaterem.
 T.I.: Dzięki tobie jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.- wykrztusiłam, a chłopak otarł moje łzy. Jeszcze raz go przytuliłam i wstałam. Podeszłam do drzwi i oparłam się o ścianę. Uśmiechnęłam się porywczo i wskazałam palcem aby do mnie podszedł. Szybko pobiegłam na dół. Schowałam się w garderobie.
                Usłyszałam czyjeś kroki. Wychyliłam głowę, ale nikogo nie widziałam. Nagle poczułam czyjeś ciepłe dłonie na moich biodrach. Liam podszedł mnie od tyłu i zaczął scałowywać poją szyję. Odchyliłam lekko szyję, aby móc się delektować jego dotykiem. Zawsze był taki delikatny, ale od dzisiejszego poranka, gdy wyznał mi to wszystko byłam w stanie oddać mu się w każdej chwili. Odwróciłam się na palcach i spojrzałam w jego uroczę, głęboki oczy. Patrzył się na mnie ciepło. Podarował mi piękny uśmiech i zaczął wkładać ręce pod moją bluzkę. Czekając na dalsze działanie pocałowałam go. Najwidoczniej chłopak chciał przedłużyć pocałunek.
                Spędziłam u niego tydzień. Nie chciałam wracać do domu. Po tygodniu Liam mi zaproponował, abym się do niego wprowadziła. Mówił, że nie mogę ryzykować swoim życiem. Przyjęłam propozycję, a ponieważ miałam już dawno ukończony osiemnasty rok życia postanowiłam działać. Odwiedzałam mamę ze specjalistą. Starałam się jej pomóc wyjść z nałogu. Bez Liam’a by mi się nie udało. Był moim największym wsparciem. Podejrzewam, że gdyby mi nie pomógł zakończyła bym swe męki szybką śmiercią, ale teraz widzę, że warto żyć dla osoby na które ci zależy.

4 rozdział


-Lou pomórz mi!- krzyknął i pobiegł do kuchni, a ja oczywiście udałem się za nim. Nabraliśmy wiele papierowych ręczników i ponownie udaliśmy się biegiem do salonu. Niall starał się opanować sytuację, zaś Zayn stał z boku i patrzał na wszystko spokojnie popijając kawę. Schylając się by wytrzeć ręcznikami plamę z kawy zderzyłem się z przyjacielem czubkami głowy.
-Ała!- krzyknął i spojrzał się na mnie z pod uroczej grzywki. Zauważyłem, że śmiał się sam do siebie.
-Przepraszam Niall, ale ze mnie niezdara.- powiedział chowając wzrok w pustej filiżance po kawie. Podszedłem do niego widząc, że zbiera mu się na płacz. Niall wykonał podobną czynność gładząc go ręką po lokach, a Zayn nadal stał z boku i popijał kończącą się kawę.
-Ach! Haz, nie przejmuj się. Już jest po wszystkim.- na te słowa Haz się szeroko uśmiechnął i spojrzał na mnie świecącymi oczyma.
-No to co robimy?- nareszcie odezwał się Zayn odkładając pusty kubek i patrząc na nas ze zdziwieniem. Wszyscy zaśmialiśmy się głośno i usiedliśmy na wytartej, białej sofie. Po chwili ciszy Niall wyciągnął kilka płyt z filmami.
-Na co macie ochotę?- zapytał trzymając jedną z płyt w powietrzu.
-Mam ochotę na jeszcze jeden kubek kawy.- wszyscy na słowa Zayn’a zaczęliśmy się śmiać.
-A ty Lou?- zapytał się mnie Haz patrząc tymi świecącymi, zielonymi oczami. W momencie zetknięcia się moich oczu z jego przeszły mnie dreszcze. Najwidoczniej chłopak to zauważył bo uśmiechnął się bardziej i po cichu zaśmiał spuszczając głowę w dół.
-Liczę się z twoim zdaniem, Haz.- wypowiadając te słowa zaczerwieniłem się, a Harry puścił mi oczko. W mojej głowie roiło się tysiące myśli ‘Co to oznaczało?’ Mimo tych pytań bardzo się cieszyłem, że to zrobił. To była idealna chwila, aby z nim szczerze porozmawiać, ale niestety nie byliśmy sami. Zauważyłem, że Niall i Zayn przyglądają się nam z ciekawością, aby opuściły ich podejrzenia przerwałem to cudowne pasmo spojrzeń i wróciłem do wyboru płyty.
-A co wy na to, abyśmy poszli do klubu?- Niall rzucił to pytanie jak na wiatr.
-Z wielką chęcią się rozerwę.- powiedział Zayn, a Haz mu przytaknął.
-Lou, masz ochotę na rozrywkę w klubie?- powiedział Niall.
-Nie mam nic przeciwko.- uśmiechnąłem się i udałem z chłopakami po kurtkę.
            Wychodząc zdążyłem spojrzeć na zegar. Było już po dziewiątej. Na ulicach nie było żywej duszy. Jedynie cichutki wiaterek wiał z zachodu nieśmiało. Mimo późnej godziny na drogach było jasno dzięki latarniom. Droga do baru zajęła nam niecałe dziesięć minut. Przyznam, że nadal czułem się nieswojo. Harry znał Niall’a i Zayn’a od wielu lat, a ja dopiero od trzech godzin. W środku wszyscy usiedliśmy przy barze i czekaliśmy na kelnera.
-I co o nich sądzisz Loueh?- zapytał się mnie Haz.
-Wydają się być całkiem w porządku.- krzyknąłem zagłuszony przez muzykę. Niedługą chwilę słuchania muzyki przerwał nam mężczyzna pytający ‘Co podać?’
-Poproszę wodę.- powiedział Harry, a mnie to nieco zaskoczyło.
-Nie pijesz?- zapytałem oszołomiony.
-Owszem piję, ale dziś nie mam ochoty.- odparł z ponurą minom.
-A dla mnie?- zapytałem chichocząc.
-No zgoda.- zamówiliśmy jeszcze dwa piwa i poszliśmy na parkiet. Muzyka była wspaniała. Można by rzec, że żyła w naszych ciałach. Robiła z nimi co chciała. W pewnym momencie Haz podszedł do mnie i otarł się o prawe kolano. Spojrzałem na niego z niedowierzeniem, ale w głębi duszy cieszyłem się, że to zrobił. Spojrzał mi głęboko w oczy, zbliżył się i uśmiechnął. Był tak blisko, że mogłem poczuć jego oddech na moich wargach. Uznałem, że również wykonam krok w przód. Teraz staliśmy tak blisko siebie, że dotykaliśmy się czubkami nosów. Gdyby nie nierozważnie tańczący Zayn mogło by dojść do czegoś więcej, niż spoglądanie w oczy. Opamiętałem się i zacząłem tańczyć dalej, a Haz opuścił parkiet. Widziałem, że udał się do łazienki i długo z niej nie wychodził. Zaniepokojony ruszyłem w stronę pomieszczenia. Wszedłem po cichu i nagle się zatrzymałem. Usłyszałem dwa rozmawiające głosy. Był to Harry i Niall.
-Uspokój się Haz. Nie możesz tak myśleć!- cały czas krzyczał Niall starając się uspokoić płaczącego Harrego. Już miałem wejść i się zapytać co się dzieje gdy usłyszałem głos Hazzy.
-Ale gdy ja nie potrafię przestać o nim myśleć. Byliśmy już tak blisko, ale Zayn.- i jeszcze głośniej się rozpłakał. Z uwagą przysłuchiwałem się słowom przyjaciela. Kogo on mógł mieć na myśli? Tak blisko, ale Zayn. W tym momencie do Glowy wpadł mi pomysł. Chodziło o mnie. Przecież to my byliśmy blisko, a Zayn nam przeszkodził. Nie rozmyślając długo wyszedłem z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Udałem się do baru i poprosiłem o kieliszek z alkoholem. Nie wiedziałem co mam na ten temat myśleć.
            Kilka minut później drzwi od łazienki się otworzyły, a z nich wyszedł zapłakany Haz, którego trzymał w talii Niall. Podeszli do mnie i usiedli obok. Harry nic się nie odezwał więc atmosfera była dziwna. Byłem przekonany, że nie wiedzieli o moim potajemnym pobycie w pomieszczeniu. Miałem rację. Widząc, że Harry się męczy. Złapałem go za rękę. Nagle chłopak się wyprostował i spojrzał na mnie z zaskoczenia. Widać było, że nie spodziewał się po mnie czegoś takiego. Nie miałem nic złego na myśli. Tylko chciałem go pocieszyć. Wystraszony Haz momentalnie wyrwał swoją dłoń i wybiegł z  klubu. Pobiegłem za nim. Zauważyłem, że siedzi przy ścianie skulony. Wydobywał z siebie ciche pociągnięcia nosem. Wiedziałem, że płakał. Podszedłem bliżej i ukucnąłem obok. Chłopak przechylił się na bok i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Objąłem go i mocno przytuliłem. On wykonał podobną czynność.
-Przepraszam Lou. Ja po prostu…- i nie dokończył bo mu przerwałem.
-Ja wiem. Nie musisz się tłumaczyć.- powiedziałem to, a chłopak się na mnie spojrzał ze strachem w oczach.
-Słyszałem co mówiłeś w łazience Niall’owi.- zrobił wielkie oczy i ponownie się schował w zagłębieniu mojej szyi. Zaczął płakać.
-Ale Harrech… nie płacz już.- powiedziałem to, a chłopak ponownie podniósł głowę.
-Jak mam nie płakać?! Przecież ty o wszystkim wiesz.- krzyknął mało zrozumiane słowa przez łzy. Aby się nie denerwował udałem, że nie wiem o co chodzi.
-To znaczy
 co? Słyszałem, że ktoś Cię skrzywdził. Tak?- chłopak nagle osłupiał. Chwilę stał nieruchomo po czym odwrócił się ode mnie i wszedł do środka. Po krótkim namyśle zrozumiałem, że to nie był dobry pomysł okłamując go. Udałem się tą samą drogą co mój przyjaciel. Wszedłem i rozglądałem się gdzie on jest. Siedział przy barze popijając kieliszek po kieliszku. Podszedłem do niego i złapałem za rękę. Był kompletnie pijany.