piątek, 5 kwietnia 2013

4 rozdział


-Lou pomórz mi!- krzyknął i pobiegł do kuchni, a ja oczywiście udałem się za nim. Nabraliśmy wiele papierowych ręczników i ponownie udaliśmy się biegiem do salonu. Niall starał się opanować sytuację, zaś Zayn stał z boku i patrzał na wszystko spokojnie popijając kawę. Schylając się by wytrzeć ręcznikami plamę z kawy zderzyłem się z przyjacielem czubkami głowy.
-Ała!- krzyknął i spojrzał się na mnie z pod uroczej grzywki. Zauważyłem, że śmiał się sam do siebie.
-Przepraszam Niall, ale ze mnie niezdara.- powiedział chowając wzrok w pustej filiżance po kawie. Podszedłem do niego widząc, że zbiera mu się na płacz. Niall wykonał podobną czynność gładząc go ręką po lokach, a Zayn nadal stał z boku i popijał kończącą się kawę.
-Ach! Haz, nie przejmuj się. Już jest po wszystkim.- na te słowa Haz się szeroko uśmiechnął i spojrzał na mnie świecącymi oczyma.
-No to co robimy?- nareszcie odezwał się Zayn odkładając pusty kubek i patrząc na nas ze zdziwieniem. Wszyscy zaśmialiśmy się głośno i usiedliśmy na wytartej, białej sofie. Po chwili ciszy Niall wyciągnął kilka płyt z filmami.
-Na co macie ochotę?- zapytał trzymając jedną z płyt w powietrzu.
-Mam ochotę na jeszcze jeden kubek kawy.- wszyscy na słowa Zayn’a zaczęliśmy się śmiać.
-A ty Lou?- zapytał się mnie Haz patrząc tymi świecącymi, zielonymi oczami. W momencie zetknięcia się moich oczu z jego przeszły mnie dreszcze. Najwidoczniej chłopak to zauważył bo uśmiechnął się bardziej i po cichu zaśmiał spuszczając głowę w dół.
-Liczę się z twoim zdaniem, Haz.- wypowiadając te słowa zaczerwieniłem się, a Harry puścił mi oczko. W mojej głowie roiło się tysiące myśli ‘Co to oznaczało?’ Mimo tych pytań bardzo się cieszyłem, że to zrobił. To była idealna chwila, aby z nim szczerze porozmawiać, ale niestety nie byliśmy sami. Zauważyłem, że Niall i Zayn przyglądają się nam z ciekawością, aby opuściły ich podejrzenia przerwałem to cudowne pasmo spojrzeń i wróciłem do wyboru płyty.
-A co wy na to, abyśmy poszli do klubu?- Niall rzucił to pytanie jak na wiatr.
-Z wielką chęcią się rozerwę.- powiedział Zayn, a Haz mu przytaknął.
-Lou, masz ochotę na rozrywkę w klubie?- powiedział Niall.
-Nie mam nic przeciwko.- uśmiechnąłem się i udałem z chłopakami po kurtkę.
            Wychodząc zdążyłem spojrzeć na zegar. Było już po dziewiątej. Na ulicach nie było żywej duszy. Jedynie cichutki wiaterek wiał z zachodu nieśmiało. Mimo późnej godziny na drogach było jasno dzięki latarniom. Droga do baru zajęła nam niecałe dziesięć minut. Przyznam, że nadal czułem się nieswojo. Harry znał Niall’a i Zayn’a od wielu lat, a ja dopiero od trzech godzin. W środku wszyscy usiedliśmy przy barze i czekaliśmy na kelnera.
-I co o nich sądzisz Loueh?- zapytał się mnie Haz.
-Wydają się być całkiem w porządku.- krzyknąłem zagłuszony przez muzykę. Niedługą chwilę słuchania muzyki przerwał nam mężczyzna pytający ‘Co podać?’
-Poproszę wodę.- powiedział Harry, a mnie to nieco zaskoczyło.
-Nie pijesz?- zapytałem oszołomiony.
-Owszem piję, ale dziś nie mam ochoty.- odparł z ponurą minom.
-A dla mnie?- zapytałem chichocząc.
-No zgoda.- zamówiliśmy jeszcze dwa piwa i poszliśmy na parkiet. Muzyka była wspaniała. Można by rzec, że żyła w naszych ciałach. Robiła z nimi co chciała. W pewnym momencie Haz podszedł do mnie i otarł się o prawe kolano. Spojrzałem na niego z niedowierzeniem, ale w głębi duszy cieszyłem się, że to zrobił. Spojrzał mi głęboko w oczy, zbliżył się i uśmiechnął. Był tak blisko, że mogłem poczuć jego oddech na moich wargach. Uznałem, że również wykonam krok w przód. Teraz staliśmy tak blisko siebie, że dotykaliśmy się czubkami nosów. Gdyby nie nierozważnie tańczący Zayn mogło by dojść do czegoś więcej, niż spoglądanie w oczy. Opamiętałem się i zacząłem tańczyć dalej, a Haz opuścił parkiet. Widziałem, że udał się do łazienki i długo z niej nie wychodził. Zaniepokojony ruszyłem w stronę pomieszczenia. Wszedłem po cichu i nagle się zatrzymałem. Usłyszałem dwa rozmawiające głosy. Był to Harry i Niall.
-Uspokój się Haz. Nie możesz tak myśleć!- cały czas krzyczał Niall starając się uspokoić płaczącego Harrego. Już miałem wejść i się zapytać co się dzieje gdy usłyszałem głos Hazzy.
-Ale gdy ja nie potrafię przestać o nim myśleć. Byliśmy już tak blisko, ale Zayn.- i jeszcze głośniej się rozpłakał. Z uwagą przysłuchiwałem się słowom przyjaciela. Kogo on mógł mieć na myśli? Tak blisko, ale Zayn. W tym momencie do Glowy wpadł mi pomysł. Chodziło o mnie. Przecież to my byliśmy blisko, a Zayn nam przeszkodził. Nie rozmyślając długo wyszedłem z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Udałem się do baru i poprosiłem o kieliszek z alkoholem. Nie wiedziałem co mam na ten temat myśleć.
            Kilka minut później drzwi od łazienki się otworzyły, a z nich wyszedł zapłakany Haz, którego trzymał w talii Niall. Podeszli do mnie i usiedli obok. Harry nic się nie odezwał więc atmosfera była dziwna. Byłem przekonany, że nie wiedzieli o moim potajemnym pobycie w pomieszczeniu. Miałem rację. Widząc, że Harry się męczy. Złapałem go za rękę. Nagle chłopak się wyprostował i spojrzał na mnie z zaskoczenia. Widać było, że nie spodziewał się po mnie czegoś takiego. Nie miałem nic złego na myśli. Tylko chciałem go pocieszyć. Wystraszony Haz momentalnie wyrwał swoją dłoń i wybiegł z  klubu. Pobiegłem za nim. Zauważyłem, że siedzi przy ścianie skulony. Wydobywał z siebie ciche pociągnięcia nosem. Wiedziałem, że płakał. Podszedłem bliżej i ukucnąłem obok. Chłopak przechylił się na bok i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Objąłem go i mocno przytuliłem. On wykonał podobną czynność.
-Przepraszam Lou. Ja po prostu…- i nie dokończył bo mu przerwałem.
-Ja wiem. Nie musisz się tłumaczyć.- powiedziałem to, a chłopak się na mnie spojrzał ze strachem w oczach.
-Słyszałem co mówiłeś w łazience Niall’owi.- zrobił wielkie oczy i ponownie się schował w zagłębieniu mojej szyi. Zaczął płakać.
-Ale Harrech… nie płacz już.- powiedziałem to, a chłopak ponownie podniósł głowę.
-Jak mam nie płakać?! Przecież ty o wszystkim wiesz.- krzyknął mało zrozumiane słowa przez łzy. Aby się nie denerwował udałem, że nie wiem o co chodzi.
-To znaczy
 co? Słyszałem, że ktoś Cię skrzywdził. Tak?- chłopak nagle osłupiał. Chwilę stał nieruchomo po czym odwrócił się ode mnie i wszedł do środka. Po krótkim namyśle zrozumiałem, że to nie był dobry pomysł okłamując go. Udałem się tą samą drogą co mój przyjaciel. Wszedłem i rozglądałem się gdzie on jest. Siedział przy barze popijając kieliszek po kieliszku. Podszedłem do niego i złapałem za rękę. Był kompletnie pijany.

3 rozdział


             Zamknąłem drzwi i wbiegłem na górę. Wchodząc do łazienki byłem już bez koszulki bo się spieszyłem by wziąć prysznic. Po siedmiu minutach wyszedłem z kabiny i wybrałem nowe ubrania. Granatowo-białą bluzkę i nowe jeansy. Przed zjedzeniem śniadania umyłem zęby i zszedłem na dół. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem do Harrego.
-‘Jesteś gotowy?’- chwilę później otrzymałem wiadomość, że już od dawna. Nie myślałem już o śniadaniu tylko o spotkaniu.
-‘Czekam w Central parku.’- wysyłając tą wiadomość założyłem czarne trampki i wyszedłem na zewnątrz. Zamknąłem drzwi i udałem się do parku. Zauważyłem, że chłopaka jeszcze nie ma więc poszedłem nad staw poobserwować kaczki. Jedna szczególnie przykuła moją uwagę. Była najmniejsza ze wszystkich, ale najspokojniejsza. Nie ciągnęła tak do suchego chleba rzucanego przez małe dzieci. Pływała sama, nikt nie zwracał na nią uwagi. Coś mi zaświtało w głowie. Znów Harry, on również opowiadał mi, że czuje się jak odmieniec. Mówił, że jest odtrącany przez co czuje się źle.
            Poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu, to był Harry. Stał za mną uśmiechając się od ucha do ucha. Uważałem, że Haz ma cudowne oczy. Tak głęboko zielone. Tym razem świeciły mu się jak gwiazdki na niebie.
-Cześć Lou!- wykrzyczał chłopak.
-Cześć Haz.- na co ja się uśmiechnąłem i wyszeptałem.
-To co będziemy robić? Pójdziemy do kawiarni?- zapytał, a ja się zgodziłem. W końcu mieliśmy spędzić miło to popołudnie. Ruszyliśmy w stronę ulicy mojej pracy, ponieważ niedaleko niej znajdowała się mała, urocza kawiarenka. Po drodze rozmawialiśmy o rozmaitych rzeczach. Harry opowiadał mi jak Niall zachowuje się w stosunku do niego, jak się czuje w jego obecności i jak traktuje swojego przyjaciela. W pewnym sensie byłem dumny z Harrego. Mówił o swoich problemach od tak, i nie wstydził się tego. Ja nie potrafię rozmawiać o uczuciach.
-Wiesz co Haz?. Podziwiam Cię. Mówisz o tym wszystkim i nie boisz się wyznać co czujesz.
-Lou, wstydzę się, ale przy tobie jakoś mi łatwiej mówić o sobie. Nie myślę co może się stać. Uznałem, że skoro jesteśmy przyjaciółmi mogę Ci zaufać.- na te słowa o mało się nie rozpłakałem. To było takie urocze z jego strony. Teraz i ja mogłem zaufać Harremu. Mimo tego, że był moim klientem był też moim prawdziwym przyjacielem.
-Cieszę się, że to mówisz.- czule odpowiedziałem, a w oczach chłopaka zauważyłem łzę.
-Haz, dlaczego płaczesz?
-Ze szczęścia Lou. Pomagasz mi stać się kimś lepszym.- po tych słowach chłopak rozpłakał się.
-Nie płacz już. Jak przestaniesz płakać coś Ci o sobie powiem zgoda?
-Dobrze.- odpowiedział, a ja nie wiedziałem co powiedzieć.
-Pochodzę z małego miasteczka. Wychowałem się w dobrej rodzinie. Mam młodszą siostrę Madison. I…- nie dokończyłem bo zabrzmiało by to co najmniej dziwnie.
-I? Co chciałeś powiedzieć?
-I… nie potrafię mówić o swoich uczuciach. Jestem delikatny. Szanuję ludzi nawet gdy mają o mnie złe zdanie.- zwiesiłem głowę, a chłopak poklepał mnie po ramieniu.
-Nie przejmuj się Lou, ja też nie potrafię mówić o swoich uczuciach.- uśmiechnąłem się to słysząc.
            Zbliżała się godzina ósma wieczorem. Czas szybko nam zleciał. Wstaliśmy os stolika i wyszliśmy z ciepłej kawiarenki. Na zewnątrz było ciemno. Latarnie świeciły ukazując cienie ludzi.
-Lou, co powiesz na to abyś dziś poszedł ze mną do mojego przyjaciela?- zaskoczyło mnie to pytanie.
-Do Niall’a?- zapytałem zaciekawiony.
-Tak, mówił, że chce poznać osobę która mnie wspiera.- ma te słowa cieszyłem się, że było ciemno bo Haz nie widział moich policzków. Byłem cały czerwony.-
-Zgoda, również go chętnie poznam. A czy będzie ktoś jeszcze oprócz nas?
-Chyba Zayn, ale się nie przejmuj.- nie przejmować się? To coś nowego. Przecież ja tak nie potrafię. Więc nie zwlekając długo poszliśmy do domu Niall’a.

-To bardzo miłe Haz…- po tych słowach chłopak spojrzał w moje oczy i się uśmiechną. Automatycznie jego dołeczki się powiększyły i doprowadziły mnie również do uśmiechu.
            Chwile po zaistniałej sytuacji zauważyliśmy kawiarenkę stojącą na rogu ulicy. Weszliśmy do niej i zajęliśmy stolik.
-Więc…?- zapytałem.
-Powiedz mi coś o sobie.- śmiało powiedział Harry, a ja nie wiedziałem co powiedzieć.
-Nie ma nic do mówienia. Mam nudne życie.- powiedziałem z grymasem na twarzy.
-Nie mów tak! Nikt nie ma nudnego życia. Powiedz mi coś, ja ci cały czas mówię.- zaskakiwały mnie pytania chłopaka. Starał się mnie lepiej poznać? Zadawałem sobie bez przerwy to pytanie. On naprawdę mnie polubił, zresztą ja go też. W ciągu tych 4 dni staliśmy się naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Czuję się jak bym go znał co najmniej całe życie, tak jak bym wszystko o nim wiedział.
            Zadzwoniliśmy do drzwi domu pod numerem 69, a po chwili otworzyła je nam postać o blond włosach i niebieskich oczach. Był to Niall. Spoglądał na mnie z zaciekawieniem. Miał ubraną zieloną koszulkę i wytarte jeansy do kolan.
-Cześć! Ty to pewnie Louis?- od razu się uśmiechnąłem widząc, że chłopak się cieszy.
-Tak, jestem Louis. Milo mi Cię poznać.- powiedziałem, a chłopak wskazał ręką w stronę pomieszczenia.
-Wchodźcie, nie będziemy stali na zewnątrz.- zaprosił nas do środka i kazał się rozgościć. Haz miał racje nie byliśmy sami. W kuchni siedział pijący gorącą kawę Zayn. Zobaczył nas i wstał.
-Cześć Haz! A to kto?- zapytał podejrzliwym, ale pełnym żartu głosem.
-Cześć Zayn. Proszę poznaj mojego przyjaciela Louisa.- podaliśmy sobie ręce i udaliśmy się do salonu. Niall miał wielki i piękny dom. Kręcone schody biegły do góry, a małe lampki wokół ich. W salonie wisiał wielki obraz przedstawiający półnagą kobietę. Przy oknie przez które widać był taras stał telewizor, a na wprost niego biała skórzana sofa. Siedzieliśmy wszyscy razem, a ja czułem się nieco skrępowany. Nikt się nie odzywał aż do momentu wylania kawy przez Hazzę.

czwartek, 4 kwietnia 2013

2 rodział


          Hah, tak się jakoś złożyło, że dodaje 2 rozdział ;) Ale to chyba dobrze :D Przyzwyczajcie się :P!!

______________________________________________________________
  Kolejnego dnia obudziłem się wcześniej. Spokojnie wziąłem prysznic i umyłem zęby. Ubrałem moją najlepszą koszulę i wczorajsze spodnie. Aby podkreślić mój humor, założyłem niebieską katanę i zszedłem na dół. Jak zwykle zaparzyłem kawę i czekałem na gwizd gorącej wody. Po trzech minutach woda się zagotowała, a ja ukoiłem pragnienie. Wychodząc rzuciłem wzrok na mieszkanie i zamknąłem za sobą drzwi. Z wczorajszym uśmiechem doszedłem do budynku w którym pracowałem.
-Dzień dobry!- powiedziałem ochoczo.
-Ach! Dzień dobry Louis. Proszę oto klucze. Mam Ci coś przekazać, jakiś chłopak przyszedł dosłownie 5 minut temu i czeka pod twoim gabinetem.- zdziwiłem się na jej słowa.
-A czy powiedział chociaż jak się nazywa?
-Tak, wydaje mi się, że Harold.- zaśmiałem się na jej słowa.
-Chciałaś powiedzieć Harry?- uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła uśmiech.
-Oczywiście, że Harry. Tak, to on. Prosił, aby Ci przekazać, że czeka na Ciebie.- nie czekając na dalsze wyjaśnienia ruszyłem w stronę mojego gabinetu.
            Wchodząc na drugie piętro zauważyłem uśmiechniętą postać przypominającą Harrego. Gdy chłopak mnie zauważył ukłonił się i zaśmiał po cichu. Zaprosiłem go do gabinetu.
-Nie za wcześnie?- zapytałem chichocząc.
-Pomyślałem, że w ten sposób możemy spędzić więcej czasu razem.- po tych słowach chłopak automatycznie poczerwieniał i spuścił głowę, a ja się uśmiechnąłem widząc to zjawisko. Jego zielone oczy tak pięknie błyszczały, a włosy były bardziej kręcone niż wczoraj.
-No dobrze, to usiądźmy.- na te słowa, Harry nie zastanawiając się rozsiadł się wygodnie w fotelu. Tym razem to on wskazał mi miejsce naprzeciwko niego.
-Powiedz mi, jak Ci idzie w szkole?
-Nienajgorzej, ale czuje się jakbym był inny.- i faktycznie tak było. Harry był inny od wszystkich. Był taki uroczy i spokojny. Przyprawiał mnie o rumieńce.
-A co z twoimi przyjaciółmi?
-Mam jednego najlepszego przyjaciela, nazywa się Niall.- uśmiechnąłem się na tą wiadomość.
-A czy mu ufasz?- zapytałem, ale nie doczekałem się odpowiedzi.
-Harry?! Odpowiedz mi, czy ty mu ufasz?- chłopak spojrzał na mnie, a jego loki zafalowały w powietrzu.
-Lou? A czy ja Tobie mogę zaufać?- po tych słowach zaniemówiłem. Nie spodziewałem się tego, że Harry zapyta się mnie o coś takiego. Po za tym, nie pamiętam kiedy ktoś ostatni raz powiedział do mnie ‘Lou’.
-Oczywiście, że możesz.- chłopak od razu dostał rumieńców i wstał. Patrzałem na niego zdziwiony. On zaś podszedł do okna i oparł się dłońmi o ścianę.
-Bo widzisz- zaczął- ja nie jestem do końca, taki jak inni. Moja orientacja jest trochę inna.- na te słowa spojrzał się na mnie, a ja zrozumiałem o co chodzi.
-Chcesz powiedzieć, że jesteś gejem?- spokojnie powiedziałem widząc strach w oczach Harrego.
-Tak, ale nie jesteś zły, że dopiero teraz Ci to mówię?- poczułem dreszcze na skórze, ale odpowiedziałem.
-Nie jestem zły Harry. Przecież to jest normalne.- moje słowa ucieszyły chłopaka. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech, a oczy błyszczały bardziej niż poprzednio. Ten widok ponownie przyprowadził mi dreszcze, a moje serce biło jak oszalałe. W pewnym momencie Harry oderwał się od ściany, podszedł do mnie i się przytulił.
-Dziękuję Lou.- po tych słowach rozkleił się w moich ramionach. Poklepałem go po plecach, a chłopak na tą czynność ścisnął moją talię jeszcze bardziej. Teraz już wiedziałem dlaczego Harry był inny. I mówiąc szczerze nawet się z tego cieszę.
-No już dobrze, poczekaj. Dam Ci mój numer jak będziesz potrzebował pomocy.- Harry od razu się rozchmurzył i wyciągnął telefon. Obaj wymieniliśmy się numerami i podeszliśmy do okna. Powiedział mi, że gdyby nie Niall był by nikim, ale ja w to nie mogłem uwierzyć.
-Nie mów tak Harry. Nie wolno Ci tak myśleć. –chłopak się uśmiechnął i spojrzał na zegar dając mi do zrozumienia, że zbliża się koniec naszego spotkania. Podszedł do drzwi i uśmiechnął się ukazując przy tym swoje urocze dołeczki. Pokiwał i wyszedł, a ja znów usiadłem i rozmyślałem dlaczego on jest taki niesamowity.
            Nareszcie godzina szósta, czas do domu. Pozbierałem wszystkie papiery w jedną całość i wyszedłem ze swojego gabinetu. Zamknąłem drzwi i ruszyłem na dół. Podszedłem do recepcji oddając klucze i teczkę. Gdy odchodziłem usłyszałem tylko grzeczne ‘Dowidzenia’. Wychodząc zaczerpnąłem świeżego powietrza i ruszyłem do domu. Ulice były puste, tylko ptaki świergotały i dodawały nastrój do tła. Niebo było w odcieniach różu i fioletu. Drzewa cicho kołysały się, a ich liście delikatnie szeleściły. Na horyzoncie zauważyłem dach mojego domu, dochodząc do ulicy na której mieszkałem rozejrzałem się i uśmiechnąłem. Gdy chciałem wyciągnąć klucze zdałem sobie sprawę, że je zgubiłem. Chwilę później doszedł do mnie sms ‘Hej Lou! Zdarzył się wypadek. Mam twoje klucze ;))’ patrząc na nadawcę zaśmiałem się sam do siebie. Harry się pomylił i wziął moje klucze.         
            Kilka minut później spotkałem się z chłopakiem w Central Parku. Siedział sam na ławce wpatrując się w chmury. Podszedłem podając rękę.
-Chyba czegoś zapomniałeś?- uśmiechnął się i podał mi klucze.
-Tak, dziękuję! W zamian może poszedłbyś ze mną jutro na spacer?- zapytałem, a na ustach Harrego zawitał uśmiech.
-Z wielką chęcią panie Tomlinson.- powiedział to chichocząc, a na moje policzki wkradł się rumieniec.
-W takim razie do jutra Haz.- nie zdając sobie sprawy z tego jak nazwałem mojego przyjaciela odszedłem machając mu na do widzenia.
            Do późna oglądałem telewizje spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że czas się położyć. Wyłączyłem telewizor i udałem się do sypialni. Przebrałem się w wygodne rzeczy do spania i położyłem się. Leżąc rozmyślałem  o Hazzie. Nagle poczułem wibracje telefonu i cichy dźwięk dzwonka. Sprawdzam wiadomość, a tu niespodzianka.
-‘Hej Lou!’- napisał Haz. Nie rozmyślając nad tym długo odpisałem.
-‘Hej Haz, a ty jeszcze nie śpisz?’- chwilę później dostałem wiadomość.
-‘Nie mogę zasnąć, a ty dlaczego nie śpisz?’- i tak pisaliśmy długie dwie godziny, aż uznałem, że jestem zmęczony.
-‘Przepraszam Haz, ale jestem zmęczony. Jutro się zobaczymy, dobranoc.’
-‘Tak ja też, dobranoc.’- ten sms zakończył naszą rozmowę. 
            Rano po przebudzeniu się przeraziłem. Otwieram oczy, a przede mną stoi Liam. Czyta sms-y z mojego telefonu i się śmieje! Wstałem i wyrwałem mu telefon.
-Co ty tu robisz?!- zapytałem zdenerwowany. On tylko się uśmiechnął i wskazał palcem na paczkę stojącą przy drzwiach.
-Zapomniałeś, że miałem ci przynieść te śmieci?- odpowiedział śmiejąc się co mnie jeszcze bardziej irytowało.
-To nie są śmieci, i tak zapomniałem.- chwile później klęczałem przy paczce i próbowałem ją otworzyć. Nareszcie udało mi się otworzyć, w środku na dnie leżały zestawy książek potrzebnych mi do referatu. Podziękowałem mu grzecznie po czym spytałem czy nie chce kawy. Zgodził się więc wysłałem go do salonu by się rozsiadł, a ja sam pobiegłem się przebrać. Zwykła koszulka w poziome, niebieskie paski i wytarte spodnie odmłodziły mnie. Ruszyłem na dół i wstawiłem wodę na kawę. Zastanawiałem się dlaczego Liam czytał moje wiadomości. Usłyszałem gwizd czajnika więc wyłączyłem gaz i zalałem kawę. Usiadłem obok niego podając kubek kawy.
-Dlaczego czytałeś moje wiadomości?- zapytałem, a chłopak ponownie się zaśmiał.
-O co chodzi?! Dlaczego się śmiejesz? Zadałem Ci pytanie.- po tych słowach Liam spoważniał.
-Czy wiesz, że spałeś z przyciśniętym telefonem do serca?- udawałem zdziwionego bo prawda jest taka, że to całkiem możliwe.
-Naprawdę? A co Cię tak rozśmieszyło?!- zapytałem stanowczo.
-Wyciągając twój telefon z rąk uśmiechałeś się i wyszeptałeś ‘Haz’, a gdy przeczytałem twoje wiadomości zorientowałem się, że chodzi o Harrego.- zaczerwieniłem się i spuściłem głowę.
-Ale nikomu o tym nie powiesz?- zapytałem wystraszony.
-Nie powiem, spokojnie, ale czy nie miałeś się dzisiaj spotkać?- Liam przypomniał mi o spotkaniu z Harrym. Przeprosiłem przyjaciela mówiąc, że muszę się przygotować. Odpowiedział, że i tak musi już iść bo jedzie z dziewczyną na wycieczkę.

1 rozdział

Kochani, chciałabym od razu wam uświadomić, że dopiero zaczynam pisać, ale proszę o waszą szczerą opinie!! Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ ma swoje 'PLANY' [If you know what i mean] ;) Także zapraszam do czytania :D

_________________________________________________________________________________



            Nic się w moim życiu nie zmienia, kolejny dzień pracy, kolejna godzina i kolejny miesiąc. Tylko ta podświadomość, że pomagam ludziom trzyma mnie przy zdrowym rozsądku. Pomimo mojego młodego wieku cieszyłem się, że jestem psychologiem.
            No nic, trzeba wstać.-pomyślałem. Spojrzałem na zegarek i się przeraziłem! Miałem niecałe pół godziny by się ubrać, wypić kawę i dojść do pracy. Nie zastanawiając się dłużej wyskoczyłem z łóżka i udałem się do łazienki. Szybko umyłem zęby, po czym ubrałem czyste spodnie i białą koszulę. Zarzuciłem czarną marynarkę i zaparzyłem kawę. Pierwszy łyk napoju od razu postawił mnie na nogi. Po raz kolejny spojrzałem na zegarek, zostało mi tylko 15 minut. Rzuciłem się w stronę drzwi. Ubrałem trampki i czarną, skurzaną kurtkę. Wychodząc zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem w stronę mojej pracy. Już po paru minutach byłem na miejscu. Spokojnym krokiem ruszyłem w stronę recepcji.
-Dzień dobry Emily!- uśmiechnąłem się.
-Dzień dobry Panie Tomlinson!- Równie entuzjastycznie odpowiedziała podając mi klucze do pokoju i grafik na dzisiejszy dzień. Spokojnym tempem doszedłem do swojego gabinetu. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Usiadłem za biurkiem.
            Po kilku minutach usłyszałem pukanie do drzwi.
-Proszę!- krzyknąłem. Zauważyłem w otwierających się drzwiach chłopaka. Wyglądał dość niecodziennie. Miał brązowe, bardzo kręcone włosy i urocze dołeczki pod zielonymi oczami. Ubrane na sobie wytarte spodnie z jeansu nakrywała koszula w kratę. Zatrzymał się przy drzwiach widząc, że wstaje. Podszedłem do niego się przywitać.
-Proszę usiądź.- uśmiechnięty powiedziałem i wskazałem na fotel stojący przy ścianie. Chłopak spojrzał się na mnie nie pewnie i ruszył usiąść. Poszedłem za nim i usiadłem w fotelu naprzeciwko.
-Powiedz mi jak się nazywasz?- zapytałem, a w oku chłopaka zauważyłem błysk.
-Harry, nazywam się Harry.- zawahał się. Ciekawiła mnie jego osoba sam nie wiedziałem dlaczego, ale jego wzrok nie dawał mi spokoju.
-Ja jestem Louis. Miło mi Cię poznać Harry. Powiedz jak się masz?- zapytałem, a zdziwiony chłopak spojrzał na mnie spod uroczej grzywki.
-Dobrze, ale myślałem, że porozmawiamy o mnie.- na słowa Harrego uśmiechnąłem się.
-Oczywiście, porozmawiamy o Tobie, ale na początku wolę Cię lepiej poznać.
-Więc ile masz lat Harry?- mówiąc to uśmiechnąłem się i zauważyłem jak chłopak słysząc swoje imię poczerwieniał.
-Mam 19 lat.- pomyślałem, że wcale nie jest dużo młodszy ode mnie. Między nami były 2 lata różnicy.
-Powiedz mi, w czym problem?- zapytałem, a chłopak się nie odezwał.
-Harry? Wszystko w porządku? Jestem tu by Ci pomóc, nie wstydź się.- Harry spojrzał na mnie i się krzywo uśmiechnął.
-Problem w tym, że nie potrafię powiedzieć jaki mam problem.
-Nie rozumiem.- odpowiedziałem spokojnie, ale stanowczo.
-Ciężko mi o tym mówić. To nie jest takie łatwe jak się wydaje.- zauważyłem na policzku chłopaka pojedynczą łzę. Nie panując nad sobą otarłem łzę i przytuliłem go mocno. Zdziwiony zauważyłem, że w momencie gdy chciałem się oderwać chłopak przytulił mnie jeszcze bardziej. Po jakimś czasie puścił mnie i spojrzał w moją stronę.
-Po prostu patrząc w oczy ludzi widzę jak szydzą ze mnie choć tak nie jest.- w pewnym momencie Harry stał się dla mnie jak otwarta książka. Mówił mi wszystko, nie ważne było czy pasowało do tematu, ale nie hamował się przy mnie. I śmiało mogę stwierdzić, że ja mógłbym mu powiedziesz również wszystko. Pomimo tego, że znamy się niecałe 30 minut zaprzyjaźniliśmy się.
-Doskonale Cię rozumiem, Harry.- ostatnie wypowiedziane przeze mnie słowo zabrzmiało trochę dziwnie. Pod wpływem tonu mojego głosu Harry się uśmiechnął, a jego dołeczki powiększyły się jeszcze bardziej.
            Spojrzeliśmy obaj na zegar i stwierdziliśmy, że powinniśmy zakończyć nasze spotkanie. Miałem dobre zdanie na temat Harrego, więc zaproponowałem mu kolejne spotkanie. Bez zastanowienia chłopak odwrócił się do tyłu i przez ramie powiedział, że z wielką chęcią przyjdzie na kolejną rozmowę. Odprowadziłem go do drzwi gabinetu, a on podziękował mi za pomoc. Po czym pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony. Ponownie usiadłem za biurkiem, ale tym razem na mojej twarzy gościł uśmiech, który nie chciał zejść.

PROLOG

Nazywam się Louis. Louis Tomlinson. Jestem psychologiem. Mogę dodać, że mam 21 lat... moje życie nie jest zbyt ciekawe. Nie mam zbyt wielu znajomych, ani przyjaciół. Z rodziną nie kontaktowałem się od lat. Żyję na własną rękę. Jednak pewnego dnia moje życie się zmienia. Można powiedzieć, że mój cały świat staje na głowie przez klienta, który stał się dla mnie kimś więcej. Sprawił, że mój świat stał się piękniejszy. Dzięki niemu mam ochotę żyć i być dla niego. Dzięki jego osobie jestem po prostu szczęśliwy.